Wycieczki z Wilna do innych miast

RODZINNE STRONY JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO

 

Sercem Józef Piłsudski zawsze był w Wilnie. Rok po śmierci jego serce fizycznie zostało pochowane na wileńskiej Rossie wraz z prochami matki Marii z Bilewiczów. Ostatnią swoją wolę wyraził w odręcznym testamencie.

 

Józef Piłsudski w Wilnie spędził wiele pięknych lat. Urodził się zaś pod Wilnem w miejscowości Zułów. Niestety do naszych czasów zachowały się tylko fundamenty domu. W części domu, gdzie znajdował się pokój marszałka stoi duży pomnik z wyrytym na nim trafnym tekstem:

„Dał Polsce wolność, granice, moc i szacunek.

POLSKA POWSTAŁA BY ŻYĆ" 

 

 

 

                       

W miejscu kolebki pierwszego Marszałka Odrodzonej Polski Józefa Piłsudskiego 10 października 1937 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Ignacy Mościcki i marszałkowa Aleksandra Piłsudska posadzili dąbek. Obecnie to potężny dąb, z którego spadają garście żołędzi, aby wszystkim wystarczyło.

 

 "Są ludzie i prace ludzkie tak silne i tak potężne, że śmierć przezwyciężają, że żyją i obcują między nami". 

Takie słowa wygłosił Marszałek Józef Piłsudski 28 czerwca 1927 r. podczas uroczystości składania w Katedrze na Wawelu prochów Juliusza Słowackiego, przewiezionych z Paryża. Ten cytat jest umieszcony na zułowskiej płycie z myślą dokonanej misji marszałka.
 

 

 

Marszałek Józef Piłsudski był ochszczony w pobliskim kościele św. Kazimierza w Powiewiórce. Obecnie w kruchcie kościoła wisi tabliczka po polsku upamiętniająca ten fakt. Tu można zobaczyć chrzcielnicę, która była użyta do chrztu i kościelną metrykę. 

Powiewiórka to bardzo mała wioska, ale o Piłsudskim tu wszyscy pamiętają. 

 

       

 

Zułów − to miejsce pamięci narodowej, wykraczające poza sam fakt urodzenia marszałka w tej miejscowości. W Zułowie zostali upamiętnieni wszyscy, kto walczył o wolną Polskę. 

Związek Polaków na Litwie zasadził dębowę w ten sposób upamiętniając bohaterów Polski.

Znajdziemy tu dąb:

 

 

Pamięci rodaków ofiar Zbrodni Katyńskiej dokonanej w 1940 roku przez oprawców NKWD;

Pamięci tysięcy Rodaków, którzy służąc Ojczyźnie ponieśli męczeńską śmierć w Ponarach w latach 1941-1944 r.;

Pamięci Wielkiego Polaka Jana Pawła II;

Pamięci żołnierzy Westerplatte;

Pamięci pokonanych, ale nie zwyciężonych uczęstników Powstania Warszawskiego;

W hołdzie Polakom Ziemi Wileńskiej Sybirakom, którzy nie wrócili z syłek i łagrów sowieckich;

W hołdzie Nauczycielem Polakom, którzy po 1945 roku zostali ze swymi uczniami na Ziemi Wileńskiej;

Pamięci żołnierzy Armii Krajowej.

 

 

                

Jesteś zainteresowany(-a) wycieczką? Masz pytania?  Kliknij!

© Kopiowanie materiałów bez poinformowania autora jest zabronione. Przewodnik po Wilnie Renata Kuszlewicz

Adama Mickiewicza powrót na Ojczyzny łono

Każdy, kto się urodzi, będzie musiał umrzeć. Jednakże jeszcze parę wieków wstecz ludzie w młodszym wieku niż my – współcześni, stawali oko w oko ze śmiercią. Według statystyk, połowa nowo narodzonych dzieci nie dożywała wówczas swoich dwudziestych urodzin. Naszego Wieszcza Adama Mickiewicza uważać można pod tym względem za swego rodzaju szczęściarza, który przekroczył tę magiczną granicę: gdy zmarł w Turcji, w Konstantynopolu, miał pełnych 56 lat.

Śmierć poety była niespodzianką dla wszystkich. Nie zostawił testamentu, więc przyjaciele, towarzyszący mu w podróży do Konstantynopola, musieli szybko podjąć decyzję o dalszym losie zmarłego. Największą odpowiedzialnością obarczył się sekretarz poety Armand Lévy. Podczas pogrzebu żony Mickiewicza, Celiny z domu Szymanowskiej (zmarła 5 marca 1855 roku) na paryskim cmentarzu Père-Lachaise, poeta miał powiedzieć, że chciałby razem z nią spocząć w Montmorency. 

Słowa wypowiedziane pół roku wcześniej stały się namiastką testamentu dla Armanda, który 26 listopada, przy łóżku zmarłego Adama podjął decyzję i oświadczył: "Każę go zabalsamować i odwiozę do Paryża" – wspomina świadek Hipolit Kuczyński. 

Wszyscy obecni poparli Armanda Lévy´ego. Jednak następnego dnia Stanisław Drozdowski (agent Hotelu Lambert i dyrektor Adampola, osady polskiej pod Konstantynopolem), również obecny poprzedniego wieczoru przy łóżku zmarłego, postanowił sprzeciwić się decyzji Armanda: udał się do ambasady francuskiej w Konstantynopolu i oświadczył, że Polacy chcą pochować swego Wieszcza wśród rodaków-emigrantów na cmentarzu w Adampolu. Miejscowi komentatorzy – przeciwnicy Drozdowskiego twierdzili złośliwie, że dyrektor Adampola ma na celu: "zrobienie na korzyść czyflika (adampolskiego folwarku) reklamy i podniesienie propinacji" – czyli zwiększenie produkcji i sprzedaży wódki. Kropkę nad i w tym sporze postawił telegram księcia Adama Czartoryskiego z 1 grudnia 1855 roku. Jako zwierzchnik wszystkich Polaków-emigrantów zadecydował: "Prześlijcie ciało Mickiewicza do Paryża. Zezwalam na otwarcie rachunku u pana A-ne Alléon. Natychmiast nadajcie pocztą akt zgonu. A. Czartoryski".

Szczęśliwy traf chciał, że dosłownie kilka dni przed śmiercią Mickiewicza otwarto linię telegraficzną między Konstantynopolem a Europą, stąd wieść o śmierci poety stała się pierwszym wielkim wydarzeniem, która lotem błyskawicy dotarła do Europy, nie musząc około tygodnia wędrować drogą morską na którymś ze statków.

Spory zostały przerwane. Lévy mógł przystąpić do transportowania ciała zmarłego. Pieniądze – 5 tysięcy franków – na ten cel przeznaczył książę Adam Czartoryski. Cała suma została mu później zwrócona ze środków, zebranych przez specjalnie powołany 14 grudnia 1855 roku komitet funduszu narodowego na rzecz dzieci Mickiewicza (w ciągu dwóch lat swej działalności komitet zebrał składki od ok. 800 osób, ogółem 103 680 franków!).

Uroczysta eksportacja zwłok na pokład statku "L’Euphrate" odbyła się 30 grudnia 1855 roku. Przekształciła się w ogromny pochód: na jego czele orkiestra włoska grała marsz żałobny, za nią maszerował I pluton (150 osób), następnie – księża i trębacze, żołnierze II plutonu towarzyszyli pochodowi z obu stron karawanu, zaprzężonego w dwa woły okryte kirem, dalej szli "przyjaciele i rodacy", a zamykały pochód III i IV plutony, prowadzone przez majora Jagmina. 

W miarę jak kondukt się poruszał, dołączały się doń wciąż nowe osoby: Polacy, Francuzi, Włosi, Grecy, Żydzi, Niemcy, Ormianie, Bułgarzy (najliczniej!), Serbowie, Chorwaci, Dalmaci, Czarnogórcy. Nie było co prawda Turków. Miłkowski-świadek i uczestnik ceremonii wspomina: "Depcąc błoto i moknąc, posuwaliśmy się powoli za wozem, który krok za krokiem, ulicami wąskiemi wydobywał się z niziny jeniszerskiej pod górę perotską…". Z góry zaś ujrzeli jak: "…płynęły tłumy ludzi… Okiem ich ogarnąć nie można było; czoło kolumny tej nas dotykało, koniec gubił się gdzieś w dali niedojrzanej".

W kościele Świętego Antoniego odprawiono mszę żałobną. Celebrował ją ksiądz Ławrynowicz, który wcześniej udzielił Mickiewiczowi na łożu śmierci ostatniego namaszczenia, ale spowiedzi nie mógł wysłuchać, ponieważ umierający poeta już nie mówił.

Po mszy kondukt ruszył w kierunku przystani. Tam, według relacji świadka: "trumnę przeniesiono na łódź dużą, zawczasu na cel ten zamówioną; w łodzi ulokowali się ksiądz w komeżce, z krzyżem w ręku, i osób kilka. Widziałem ją, jak odpłynęła, i żal mi taki serce ścisnął…".

Rozmach i podniosła atmosfera przedsięwzięcia sprawiły, iż ceremonia transportowania zwłok Mickiewicza, złożonych do trzech – jedna do drugiej umieszczonych – trumien (cynkowa i dwie drewniane), przewiezienie ich łodzią na statek przycumowany w przystani Top-Hane, przez niektórych badaczy traktowana jest dzisiaj jako "pierwszy pogrzeb Mickiewicza".

31 grudnia statek opuścił port turecki, a już 8 stycznia 1856 roku zawinął do portu w Marsylii. Przedstawiciele władz celnych, po sprawdzeniu całości pieczęci nałożonych w Konstantynopolu na zamkniętą trumnę poety, zezwolili wnieść ją na ląd – na teren Francji. Dalszą drogę trumna i towarzyszące jej osoby odbyły koleją. 9 stycznia dotarto do Paryża.

Organizacja pogrzebu we Francji przeciągnęła się: uszanowano wolę poety – zadbano o ekshumację ciała zmarłej Celiny i zorganizowanie ponownego jej pochówku we wspólnym z mężem grobie na cmentarzu w Montmorency.

Paryski pogrzeb, nazywany czasami "parafialnym", odbył się 21 stycznia 1856 roku, czyli przed 160 laty. Znów tłumy. Znów chłodno i dżdżyście. Pogrzeb został zakłócony: kapitan Franciszek Jaźwiński na schodach kościoła Świętej Magdaleny, gdzie odbywała się msza żałobna po zmarłym, dwa razy kijem uderzył generała Władysława Zamoyskiego. Przyczyną miały być pretensje finansowe, ale pojawiły się też szepty, że rzeczywistą przyczyną incydentu było podejrzenie, iż W. Zamoyski otruł Mickiewicza! Pochodną tego incydentu jest wiersz Cypriana Kamila Norwida "Duch Adama i skandal". 

Syn Mickiewicza Władysław zrobił wszystko, żeby zdławić plotki w zalążku oraz odwrócić uwagę skłóconej emigracji od tej wersji: zamieścił w prasie anonse o śmierci ojca, w których twierdził, że przyczyną śmierci Adama Mickiewicza była cholera. Taka wersja jest żywa do dzisiaj, aczkolwiek ma też przeciwników, którzy twierdzą, że współczesne badania, dotyczące relacji świadków o śmierci Mickiewicza, pozwalają przypuszczać, iż powodem zgonu poety mógł być wewnętrzny wylew krwi połączony z perforacją (pęknięciem) któregoś z narządów jamy brzusznej. Taką m. in. wersję podaje Barbara Zaorska w wydanej w 1996 roku książce "Śladami lekarzy – polskich uchodźców popowstaniowych w XIX wieku".

Nad otwartym grobem w Montmorency wygłoszono tylko jedną mowę pożegnalną. Przemawiał przyjaciel rodziny Bohdan Zaleski. Podsumował życie Adama Mickiewicza: "Wiele grzeszył, ale i wiele miłował".

Mickiewicza chowano tak, jak przywieziono z Turcji – w trzech trumnach. Konstrukcja była nieproporcjonalnie duża i sprawiła sporo kłopotu grabarzom, zanim opuszczono ją do przygotowanego grobu. Adam i Celina spoczęli obok siebie w rodzinnym grobie na 34 lata. Nie była to jednak ostatnia przystań, jeżeli chodzi o Wieszcza: w 1869 roku nieustalony do dziś autor, kryjący się pod pseudonimem "Litwin", zamieścił na łamach krakowskiego dziennika "Kraj" artykuł pt. "Zanieśmy Mickiewicza na Wawel". 

Był to pierwszy sygnał o tym, że może ziścić się marzenie zmarłego poety – o powrocie na łono ojczyzny. W maju 1869 roku na ten temat wypowiada się Władysław Mickiewicz w liście otwartym do redakcji "Kraju". W imieniu rodziny stwierdza: "Nigdy nie było naszą myślą, aby zwłoki ukochanego ojca naszego miały ostateczny grób swój znaleźć na obcej, chociaż gościnnej ziemi […]. Zakomunikowany nam projekt umieszczenia popiołów jego na Wawelu […] zdawał się nam faktem politycznej, nawet wielkiej doniosłości. Przed tym pragnieniem ogólnym ustępuje wszelka wola rodziny co do zaszczytnego rozporządzenia zwłokami męża, który więcej do kraju całego jak do niej należy".

Na pogrzeb na Wawelu Mickiewicz musiał jednak zaczekać. Zbieranie funduszy na ten cel i załatwianie formalności biurokratycznych potrwają dość długo: po raz trzeci uroczystości pogrzebowe odbędą się w Krakowie 4 lipca 1890 roku. Pogrzeb krakowski nazywany jest często "narodowym".

Złożenie zwłok na Wawelu poprzedziła ich ekshumacja, którą przeprowadzono 27-28 czerwca 1890. Wśród rękopisów Muzeum Adama Mickiewicza w Paryżu znajdują się dwa bruliony protokołu ekshumacji zwłok, przeznaczone dla Towarzystwa Historyczno-Literackiego, których autorem jest Władysław Laskowicz (świadek zdarzenia). Przytaczam fragment jednego z brulionów protokołu, opublikowanego w książce Stanisława Rośka "Mickiewicz (po śmierci). Studia i szkice nekrograficzne", 2013 r.:

"27 czerwca 1890 r. o godzinie 8 i pół, zebrali się na Cmentarzu w Montmorency, przed otwartym grobem gdzie są złożone zwłoki ś.p. Adama Mickiewicza i jego rodziny. 

Z grobowca wydobyto spruchniałe deski i pozostałe kości zmarłych <które złożono> sporządzoną na ten cel skrzynię. Wydobyto następnie ze spodu cynkową pogniecioną trumnę, którą przeniesiono na boczną aleję i ustawiono obok nowej metalowej trumny włożonej w drewnianą skrzynię. Po modlitwach liturgicznych odmówionych przez Wo. proboszcza Montmorency, odcięto nożycami i dłutem wierzch, po odkryciu którego ujrzano podkład przegniłej trawy w zupełnej wilgotnej dekompozycji, którą <wydobyto> włożono do taczek i na bok<u> zgarnięto. (…)

(…) w dalszym odgarnięciu ujrzano obuwie i odkryto czaszkę i tołup ale tak pokryty przylepioną trawą że nie można było obejrzeć, w takim stanie jak najostrożniej przeniesiono do nowej metalowej trumny, przy podniesieniu usunęła się czaszka i odpadły trzewiki, to wszystko złożono w tej sam<ej>ym jak znaleziono składzie, przysypano popiołem, a na wierzchu złożyła rodzina kwiaty. – natychmiast włożono wierzch metalowy, zalutowano, przyszrubowano wierzch drewniany i przeniesiono nazad do grobu. (…) 

(…) Paryż 27 czerwca 1890".

Słowa bądź litery w trójkątnych nawiasach są w brulionie u Laskowicza skreślone

Oficjalna ekshumacja odbyła się następnego dnia, w obecności rodziny i tłumnie zebranych gości – świadków wielkiego wydarzenia. Nastrój był podniosły, mnożyli się mówcy. Odtąd Celina pozostała w obcej ziemi sama. Nowa trumna ze szczątkami poety pociągiem przez Wiedeń powędrowała na miejsce dzisiejszego spoczynku Wieszcza: na krakowski Wawel, a starą cynkową sprytni grabarze paryscy pocięli na kawałeczki i w kilka dni po ekshumacji za pół franka można było nabyć taką pamiątkę.

Na pogrzeb Mickiewicza Kraków przyozdobił się odświętnie: okna budynków zdobiły portrety oraz popiersia Wieszcza, ulice tonęły w kwiatach, ruch w mieście ustał. Tłumy krakowian i gości starej stolicy wyległy na ulice. Przed i za karawanem, zaprzężonym w sześć karych koni, tłumnie sunęli świadkowie wydarzenia, zapatrzeni w napis zdobiący baldachim na karawanie: "O grób dla kości naszych w ziemi naszej prosimy Cię, Panie!". Obecni nieśli setki wieńców z żywych, suchych i porcelanowych kwiatów. 

Komitet wykonawczy uroczystości złożenia zwłok Adama Mickiewicza na Wawelu 25 czerwca uchwalił: "Wieńce, godła i emblemata przeznaczone do złożenia u trumny, zrobione z materiałów, nadających się do trwałego przechowywania, oddane być mają po ukończeniu uroczystości do Muzeum Narodowego, gdzie obok innych pamiątek po Mickiewiczu przechowywane będą". Do dziś więc w Muzeum Narodowym w Krakowie można obejrzeć 38 wieńców ze srebra i innych metali oraz zachowane wstęgi z 337 wieńców z żywych kwiatów z krakowskiego pogrzebu Adama Mickiewicza.

Po uroczystej mszy i kwiecistych przemówieniach trumnę Wieszcza umieszczono w krypcie Katedry Wawelskiej w kamiennym sarkofagu, wysłanym piaskiem z Nowogródka i z dna domowej rzeki Mickiewicza – Niemna.

 

Szczątki wielkich osób przykuwają uwagę; czasami długo wędrują, zanim znajdą miejsce wiecznego spoczynku. Adam Mickiewicz niewątpliwie do takich należał. Spełnienie jego marzenia – o powrocie na łono utraconej Ojczyzny – stało się zadaniem dla jego rodaków. Adam Mickiewicz stanowił pierwszą jaskółkę nadziei dla tych, co marzyli na obczyźnie o ogromnym zaszczycie: powrocie do ziemi ojczystej. 

Autor: Alicja Dzisiewicz starszy kustosz Muzeum Adama Mickiewicza przy Bibliotece Uniwersytetu Wileńskiego.

P.S. Adres muzeum Mickiewicza w Wilnie ul. Bernardyńska 14 (lit. Bernardinų gatvė). Muzeum Mickiewicza jest otwarte codziennie oprócz poniedziałku. Czas pracy wtorek-piątek 10–17 val., sobota-niedziela 10–14 val.

Dyrektorem muzeum Adama Mickiewicza w Wilnie Rimantas Szalna (lit. Šalna).

Nuoroda: http://www.magwil.lt/material,adama-mickiewicza-powrot-na-ojczyzny-lono,271.html

JÓZEF PIŁSUDSKI 

Sercem Józef Piłsudski zawsze był w Wilnie. Rok po śmierci jego serce fizycznie zostało pochowane na wileńskiej Rossie wraz z prochami matki Marii z Bilewiczów. Ostatnią swoją wolę wyraził w odręcznym testamencie.

 

Józef Piłsudski w Wilnie spędził wiele pięknych lat. Urodził się zaś pod Wilnem w miejscowości Zułów. Niestety do naszych czasów zachowały się tylko fundamenty domu. W części domu, gdzie znajdował się pokój marszałka stoi duży pomnik z wyrytym na nim trafnym tekstem:

„Dał Polsce wolność, granice, moc i szacunek.

POLSKA POWSTAŁA BY ŻYĆ" 

 

 

 

                       

W miejscu kolebki pierwszego Marszałka Odrodzonej Polski Józefa Piłsudskiego 10 października 1937 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Ignacy Mościcki i marszałkowa Aleksandra Piłsudska posadzili dąbek. Obecnie to potężny dąb, z którego spadają garście żołędzi, aby wszystkim wystarczyło.

 

 "Są ludzie i prace ludzkie tak silne i tak potężne, że śmierć przezwyciężają, że żyją i obcują między nami". 

Takie słowa wygłosił Marszałek Józef Piłsudski 28 czerwca 1927 r. podczas uroczystości składania w Katedrze na Wawelu prochów Juliusza Słowackiego, przewiezionych z Paryża. Ten cytat jest umieszcony na zułowskiej płycie z myślą dokonanej misji marszałka.
 

 

 

Marszałek Józef Piłsudski był ochszczony w pobliskim kościele św. Kazimierza w Powiewiórce. Obecnie w kruchcie kościoła wisi tabliczka po polsku upamiętniająca ten fakt. Tu można zobaczyć chrzcielnicę, która była użyta do chrztu i kościelną metrykę. 

Powiewiórka to bardzo mała wioska, ale o Piłsudskim tu wszyscy pamiętają. 

 

       

 

Zułów − to miejsce pamięci narodowej, wykraczające poza sam fakt urodzenia marszałka w tej miejscowości. W Zułowie zostali upamiętnieni wszyscy, kto walczył o wolną Polskę. 

Związek Polaków na Litwie zasadził dębowę w ten sposób upamiętniając bohaterów Polski.

Znajdziemy tu dąb:

 

 

Pamięci rodaków ofiar Zbrodni Katyńskiej dokonanej w 1940 roku przez oprawców NKWD;

Pamięci tysięcy Rodaków, którzy służąc Ojczyźnie ponieśli męczeńską śmierć w Ponarach w latach 1941-1944 r.;

Pamięci Wielkiego Polaka Jana Pawła II;

Pamięci żołnierzy Westerplatte;

Pamięci pokonanych, ale nie zwyciężonych uczęstników Powstania Warszawskiego;

W hołdzie Polakom Ziemi Wileńskiej Sybirakom, którzy nie wrócili z syłek i łagrów sowieckich;

W hołdzie Nauczycielem Polakom, którzy po 1945 roku zostali ze swymi uczniami na Ziemi Wileńskiej;

Pamięci żołnierzy Armii Krajowej.

 

 

                

Jesteś zainteresowany(-a) wycieczką? Masz pytania?  Kliknij!

© Kopiowanie materiałów bez poinformowania autora jest zabronione. Przewodnik po Wilnie Renata Kuszlewicz

 Wokół beatyfikacji abp. Jana Cieplaka

W dniach 13-15 listopada 2015 roku w Sankt Petersburgu odbyła się międzynarodowa konferencja, poświęcona życiu i działalności abpa Jana Cieplaka – wybitnego męża Kościoła i gorącego patrioty, połączona z odsłonięciem poświęconej mu tablicy pamiątkowej. Powodem, jaki ponaglał organizację konferencji, było uczczenie zbliżającej się 90. rocznicy śmierci Arcybiskupa. 

Miałam szczęście w niej uczestniczyć, toteż poczytuję sobie za powinność przypomnienie zacnym czytelnikom "Magazynu Wileńskiego" sylwetki pierwszego wileńskiego metropolity. Lata wzrastania Arcybiskupa i służby Kościołowi były wyjątkowo trudne, więc również historia jego życia jest niezwykle barwna. A już całkiem bez precedensu okazał się jego przedwczesny, a zarazem pośmiertny ingres do katedry wileńskiej. 

Kartka z życiorysu 

Jan Feliks (ochrzczony jako Jan Chrzciciel) Cieplak pochodził z Zagłębia. Urodził się 17 sierpnia 1857 roku w ówczesnej wsi Dąbrowa w powiecie będzińskim. Zarówno gimnazjum (1869-1873) jak i seminarium duchowne (1873-1878) ukończył w Kielcach. Studia teologiczne zaliczył w jedynej na terenie zaboru rosyjskiego Akademii Duchownej w Sankt Petersburgu i tam też 24 lipca 1881 roku przyjął święcenia kapłańskie. Uczelnię ukończył w rok później i zaraz zaczął w niej wykładać: archeologię biblijną, liturgię, teologię moralną oraz uczył śpiewu kościelnego. W 1901 otrzymał stopień doktora teologii.

12 czerwca 1908 roku św. Pius X mianował go biskupem pomocniczym archidiecezji mohylewskiej – największej wówczas kościelnej jednostki administracyjnej na świecie, obejmującej swym zasięgiem niemal całe państwo rosyjskie. Sakrę nowy biskup przyjął 7 grudnia tegoż roku. Na tym stanowisku rozwinął bardzo ożywioną działalność duszpasterską i patriotyczno-narodową. Dzięki praktyce wizytacji duszpasterskich, sprawowanych na niektórych terenach Rosji po raz pierwszy, zyskał miano apostoła Syberii. W 1909 konsekrował kościół katolicki dla Polaków w Harbinie (Chiny). W 1914 roku, po dymisji arcybiskupa mohylewskiego Wincentego Kluczyńskiego (1847-1917), jako administrator apostolski, został jego następcą. 

Po rewolucji lutowej 1917 roku, która doprowadziła do obalenia caratu, brał udział w pracach Komisji Likwidacyjnej ds. Królestwa Polskiego. 29 kwietnia 1919 roku Benedykt XV mianował go arcybiskupem tytularnym Ochrydy. W bolszewickiej Rosji był najwyższym rangą hierarchą katolickim, dlatego dwukrotnie – w latach 1920 i 1922 – trafiał do więzienia. W dniach 21-25 marca 1923 roku odbył się w Moskwie jego proces pokazowy, na którym wraz z 14 innymi duchownymi został skazany na karę śmierci za "podżeganie do buntu przez zabobony". Jednakże pod naciskiem międzynarodowym i ostrzeżeniach ze strony rządu polskiego władze sowieckie zamieniły mu najpierw wyrok na 10 lat więzienia, a następnie wydaliły z ZSRR, skąd 12 kwietnia 1924 roku wyjechał przez Rygę do Polski. W rok później został tu odznaczony Wielką Wstęgą Orderu Odrodzenia Polski.

14 grudnia 1925 roku Pius XI mianował go arcybiskupem Wilna. Nie zdążył jednak objąć tego urzędu, gdyż zmarł przedwcześnie. Przebywając w Stanach Zjednoczonych od końca października 1924 roku, Arcybiskup zdążył odwiedzić prawie siedemset polskich kościołów i parafii, szkół i polskich organizacji, znajdujących się w 25 amerykańskich diecezjach, w których wygłosił przeszło 800 kazań i przemówień. Pracował ponad swe siły; przykładowo w Buffalo w ciągu 5 dni wygłosił 33 przemówienia. 

Odszedł do Pana 17 lutego 1926 roku w mieście Passaic w stanie New Jersey (na wschodzie USA). Po zabalsamowaniu jego zwłoki sprowadzono do Polski.

 

Pośmiertny ingres w katedrze wileńskiej

15 marca 1926 roku, przy dźwiękach marsza żałobnego w samo południe na białostocki dworzec zajechał specjalny pociąg z trumną abp. J. Cieplaka. Po żałobnych przemówieniach wyruszył on do Wilna, gdzie w dniu 16 marca pochowano Arcybiskupa w katedrze wileńskiej św. Stanisława, biskupa. W pogrzebie z wojskowymi honorami uczestniczył prezydent RP Stanisław Wojciechowski, minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego Stanisław Grabski, a także minister spraw wewnętrznych Władysław Raczkiewicz.

W miejscu pochówku abp. Cieplaka (w ścianie dotykającej zakrystii) odsłonięto w lipcu 1929 roku jego nagrobny pomnik dłuta wybitnego rzeźbiarza prof. Bolesława Bałzukiewicza. Przedstawia on Arcybiskupa w stroju pontyfikalnym z wzniesionym krzyżem w prawej i pastorałem w lewej ręce. Napis był następujący: "Ksiądz Jan Cieplak Dr. teolog. Nominat Arcybiskup – Metropolita Wileński, ur. 1857 r. Na kapł. wyśw. 1878. Długoletni profesor Akademii Duch. w Petersburgu. Od r. 1908 Biskup-Sufragan Mohylewski. Od r. 1919 rządził Archid. Mohylewską. Za wiarę i Kościół przez komunistów wtrącony do więzienia 30 marca 1923 r. Skazany na śmierć, za wstawiennictwem Ojca św. Piusa XI i mocarstw zagr. zwolniony. Wrócił do Polski. Gdy niósł otuchę Polakom w Ameryce, mianowany dnia 14 grudnia 1925 r. na Arcybiskupstwo Wileńskie. Zmarł w Passaic N. Y. 17 lutego 1926 r. Osierocając swą stolicę wprzód, nim ją objąć zdołał. Mąż głębokiej wiedzy, silnej wiary, wielki miłośnik Kościoła i Ojczyzny, miłosierny względem ubogich i cierpiących". 

                                           

Poświęcenia pomnika dokonał abp Edward Ropp, były biskup wileński i metropolita mohylewski na wygnaniu, w otoczeniu licznego zastępu księży, którzy wyższe wykształcenie teologiczne otrzymali w Akademii Duchownej w Petersburgu i w znacznej większości byli uczniami abp. Cieplaka, pełniącego w tejże Akademii przez długie lata stanowisko profesora zwyczajnego. Do grona jego wychowanków należą: arcybiskupi – Franciszek Karewicz (Pranciškus Karevičius) i Józef Skwirecki (Juozapas Skvireckas), biskupi – Antoni Baranowski (Antanas Baranauskas), Kacper Cyrtowt (Gasparas Cirtautas), Antoni Karaś (Antanas Karosas), Leonard Mieczysław Pallulon (Leonardas Mečislovas Paliulionis), Kazimierz Połtarokas (Kazimieras Poltarokas), Mieczysław Reinys (Mečislovas Reinys), Jerzy Matulewicz (Jurgis Matulaitis), jak również Jonas Mačiulis-Maironis, litewski poeta i dramaturg.

Historia procesu beatyfikacyjnego

O otwarciu procesu beatyfikacyjnego myślano zaraz po nieoczekiwanej śmierci abpa Cieplaka. Nalegała na to zwłaszcza Polonia amerykańska, aczkolwiek żadna diecezja nie chciała się tego podjąć. Dopiero znany działacz emigracyjny ks. Walerian Meysztowicz (1893-1982), który przez wiele lat mieszkał w Watykanie (w 1945 założył Polski Instytut Historyczny w Rzymie), za namową ks. prał. Giovanniego B. Montiniego (późniejszego papieża Pawła VI), doprowadził do oficjalnego rozpoczęcia 23 czerwca 1952 roku procesu beatyfikacyjnego przed diecezjalnym Trybunałem Wikariatu Miasta Rzymu. Zezwolił na to swoim wstępnym aktem Pius XII, a inicjatywę tę poparli także polscy kardynałowie i biskupi.

 

29 listopada 1957 roku w Kongregacji tej otwarto postępowanie co do prawowierności pism pozostawionych przez abp. Cieplaka. Postulator procesu zebrał je w pięciu wielkich tomach "in folio" z dwoma tomami dodatkowych uwierzytelnień. Dokumenty te były w pięciu językach: polskim, rosyjskim, francuskim, angielskim i po łacinie. Kardynał-prefekt Cicognani na osobistej audiencji przedstawił Janowi XXIII decyzję kardynałów o uznaniu prawowierności pism abp. Cieplaka. A ponieważ Ojciec Święty decyzję tę "najmiłościwiej uznać i zatwierdzić raczył", Kongregacja wydała dekret o prawomyślności "pism Sługi Bożego Jana Cieplaka, arcybiskupa wileńskiego". 

Proces zbliżał się już do zakończenia i ogłoszenia daty beatyfikacji. Sprawa ta była wówczas priorytetowa, a toczyła się niemal równolegle ze sprawą beatyfikacji o. Maksymiliana Kolbego. Brakowało tylko tzw. "animadversiones" (zastrzeżenia) – nt. ewentualnych zarzutów przeciwko świętości arcybiskupa. Postulator procesu osobiście na prywatnej audiencji u Pawła VI poprosił go o przyspieszenie wydania tego dokumentu. Tymczasem papież, który zanim jeszcze objął ten urząd, sam zachęcał ks. Meysztowicza do rozpoczęcia starań o beatyfikację, nie zdecydował się na wydanie "animadversiones", co spowodowało wstrzymanie procesu. 

W tej sprawie ks. Meysztowicz w swojej książce "Gawędy o czasach i ludziach" (Londyn 1983) w opowiadaniu o abp. Cieplaku napisał tylko jedno zdanie: "Można robić różne na ten temat domysły – wszystkie niepewne; wszystkie mogą kogoś urazić lub czyjś gniew obudzić. Lepiej ich zaniechać". 

Dziś jednak można być pewnym, że proces beatyfikacyjny abp. Jana Cieplaka wstrzymano wskutek poprawności politycznej niektórych watykańskich hierarchów i przyjętej wówczas polityki zbliżenia z Sowietami. Na spotkaniu we francuskim Metzu w sierpniu 1962 w największej tajemnicy uzgodniono bowiem, że biskupi Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego przybędą na Sobór Watykański II, pod warunkiem jednak, że nie dojdzie na nim do potępienia komunizmu. Tak też się stało, stąd wówczas beatyfikacja abp. Cieplaka – męczennika komunizmu – byłaby dla Watykanu bardzo niewygodna. 

Obecnie czynione są starania o wznowienie procesu beatyfikacyjny pierwszego metropolity wileńskiego Jana Cieplaka.

W oparciu o materiał źródłowy ks. K. Pożarskiego przygotowała Anna Mroczek

Nuoroda: http://www.magwil.lt/material,wielki-milosnik-kosciola-i-ojczyzny,272.html