1703 rok., Sybilla Magdalena Pacówna w kościele św. Katarzyny przyjmuje święcenia i zakłada habit. To decyzja ojca, podkomorzego Feliksa Jana Paca. Wyboru ona nie ma.
M. F. Pac ożenił się trzy razy i wszystkie żony rodziły mu tylko córki. Człowiek, który mógł mieć wszystko co chciał, potomka męskiego nie doczekał się.
Przed śmiercią zaopiekował się swoim majątkiem i córkami: wydzielił duży posag i oddał benedyktynkom. Na początku, Sybillę Magdalenę Pacówną, a później o cztery lata młodszą Annę Marię. Służba Bogu – największa łaska, jaka może być dana człowiekowi, – tak ojciec powiedział do Sybilli podczas ceremonii obłóczyn w kościele św. Katarzyny. Będzie o tym pamiętała do końca dni.
Posag Pacówny uratował kościół i klasztor. Jeszcze przed ośmiu laty na Wilno napadli moskale (1655 r.). Miasto paliło się 17 dni, na ulicach było więcej martwych niż żywych, krew ciekła rzekami. Tylko cztery benedyktynki zdążyły uciec do Krakowa, resztę znaleziono zamordowane w kościele św. Katarzyny.
Sybilla Magdalena Pacówna ma 40 lat. Teraz ona Przełożona Generalna Benedyktynek. Długi spłacone, klasztor odrodzony, najbogatszy w konfesji. Wszystko dzięki posagowi i testamentowi ojca, który wszystkie swoje ziemie zapisał klasztorowi. Stojąc przed głównym ołtarzem w kościele św. Katarzyny, S. M. Pacówna dla swoich zakonnic powtarza: obowiązek nadaje sens życiu. Ona wie, że wszystko zrobiła żeby kościół znowu byłby konsekrowany. Tylko ona nie wie jaki los go czeka.
Za każdym razem, kiedy jestem w św. Katarzynie, myślę sobie o benedyktynkach, które spędzały tu godziny, zgodnie z dewizą: „Ora et labora" (pl. „Módl się i pracuj"). Było to miejsce kontemplacji, ciągłej modlitwy – zgodnie z regułą zakonu. Dzisiaj jest to popularne miejsce na różne koncerty i performansy. Choćby i ten z okazji Dni Wilna 2024.
I tylko Oko Opatrzności nadal w Katarzynie z góry patrzy...
